Siedziałam samotnie przy jednym z kamieni w bezkresnej dolinie. Tatko i mamusia mówili, że nie jest to łatwe, ale ja już nie mogę. Po prostu nie mogę. Czuje jak oni umierają.Tracą wszystko i wszystkich co kochali. Za każdym razem gdy łapię mnie wizja. To nie jest normalne, a tym bardziej przyjemne.
Jedna samotna łza zleciała z moich rzęs. skapując na ziemię. Odpowiedziało mi ciche westchnienie trawy.
-Spragniona? - spytałam trawę. Wiem jak absurdalnie to brzmi ale słyszałam czasem ciche głosiki źdźbeł trawy, liści, korzeni drzew, ciche szmery ziemi. Nikomu o tym jeszcze nie mówiłam. Boje się powiedzieć. Odpowiedzią trawy było kolejne westchnienie. Przez łzy uśmiechnęłam się do niej.
-Szkoda, że nie panuje nad wodą. Gdyby Riaan tu była na pewno zdołała by coś zrobić.- mruknęłam do trawy.
-Z kim rozmawiasz? - zapytał mnie jakiś głos cichutki, prawie niesłyszalny.
-Gdzie jesteś? - spytałam podrywając się na równe nogi.
-Tutaj. - cichutki głosik mi odpowiedział. Spojrzałam w stronę skąd dobiegał. Na trawię kilka kroków przede mną siedziała mała myszka.
-Ach... to tylko mysz. - mruknęłam do siebie i znów usiadłam.
-Nie jestem myszą! - krzyknęła oburzona podchodząc bliżej mnie. Była całą czarna.
-Doprawdy? A czym jesteś jak nie myszą?
- Myszelką
-Myszelką ?
-Tak myszleką. Myszy sa naszymi dalekimi kuzynami.
-A czym się różni myszelka od myszy? - zapytałam zdziwiona.
- Myszelki potrafią to. - powiedziała z dumą znikając. Po prostu rozpłynęła się w powietrzu,by następnie pojawić się na mojej łapię.
-Niesamowite. - mruknęłam. - Jak masz na imię?
-Meri. - odparła. - A ty jesteś bardzo mięciutka. - uśmiechnęłam się patrząc jak myszka zwija się w kuleczkę i zasypia na mojej łapię. A czemuż nie przespać się? Wyciągnęłam łapy i ułożyłam na nich głowę. Starając się przy tym nie obudzić Meri.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz