Wiedziałem! Wiedziałem, że coś się stanie! A ona jak zwykle mnie nie posłuchała.
-Arven! - krzyknąłem ale ona nie słyszała leciała dalej i w tedy go zobaczyłem orła, a raczej coś na jego kształt. Mimo, że nigdy nie widziałem czegoś takiego wiedziałem, że to wysłannik Masy. Był jak cień, cały czarny.Złapał moją ukochaną. Wzbiłem się w powietrze ale byłem za wolny. Nim zdążyłem dolecieć Arven spadała, a ten jej nieszczęsny królik razem z nią, opatuliła go skrzydłami.
-Arven! - wrzeszczałem dolatując do niej. Leżała z szeroko otwartymi oczami w kolorze fiołków na ziemi. Przerażony królik czmychnął w krzaki.
-Arven!Arven! Moje słońce. Proszę nie możesz mnie zostawić...- lamentowałem stojąc nad nią. Jej powieki delikatnie prawie niezauważalnie drgnęły.
-Ci...-wychrypiała.- ciąż...szczeniaki...- jej głos był przesiąknięty bólem.
-Szczeniaki? - spytałem będąc na granicy histerii. -Jak to szczeniaki?!
-Szcze...- ale nie zdążyła krzyknęła przeraźliwie. A ptaki z pobliskich drzew odleciały w popłochu.
- Jesteś w ciąży?- spytałem jak ostatni debil.
-Ta..-wychrypiała wstrząsana kolejnymi atakami bólu. Arven jest w ciąży! To wspaniale. Niesamowite!
-Czemu mi nie powiedziałaś?- zapytałem lecz od razu zamilkłem zdając sobie sprawę, że spadła z olbrzymiej wysokości i.. o bogowie rodzi! Nie! Nie! Masa Sun Moon i inne cholerstwa pomocy! I teraz to do mnie dotarło. Nie zdążę dolecieć i przylecieć z powrotem z innym wilkiem sam muszę odebrać poród!
-Na..- chrypiała dalej Arven. - Szczeniaki..- Co? A szczeniaki. I w tedy zobaczyłem na wiosennej trawię wśród krwi jednego małego szczeniaka, owiniętego w błonkę. Musisz ją przegryźć. Podszepnął mi jakiś głos. Spanikowany postanowiłem go posłuchać. Przegryzłem błonę i zacząłem lizać małą wilczycę. Była cała niebieska. A zaraz za nią wyłoniła się druga błonka z szczeniakiem. Tym razem głos nie musiał mi podpowiadać, przegryzłem błonkę. Spazm strachu wstrząsnął moim ciałem. Nie słyszałem bicia serca ani tego nowego szczeniaka ani mojej Arven, ani niebieskiej wilczycy
-Nie. -wyszeptałem liżąc małą czarną jak noc wilczycę na przemian z niebieską jak wody mórz . Ale nic się nie działo.
-Masa... Matko... proszę. Nie zabieraj mi ich. - krwawe łzy spływały po moim pysku. Skapując na brązowy pysk mej ukochanej. - Nie możesz mi ich zabierać!- krzyczałem w noc. Patrząc na nieruchome ciało mojej ukochanej i jej szczeniąt. I w tedy po raz pierwszy Masa mnie wysłuchała. Jasne światło rozjaśniło noc. Niebieskozłote promienie zsunęły się z nieba. I duszę moich ukochanych wilczyc zsunęły się do ich ciał. Bum... usłyszałem pierwsze uderzenie serca i omal nie rozpłynąłem się z ulgi i szczęścia.
-Synu.- usłyszałem głos, delikatny kojący. Spojrzałem w stronę skąd dochodził. Obok mnie stały dwa rozmyte wilki jeden niebieski a drugi złocisty. Nie wiedziałem skąd ale byłem pewny, że to Masa i Water. Wargi złotego wilka uniosły się w uśmiechu.
-Zajmij się nimi jak najlepiej potrafisz.- powiedziawszy to podeszła do czarnej wilczycy i delikatnie przejechała łapą wzdłuż jej ciała. Następnie Water to samo uczynił z niebieską wilczycą. I bez słowa wyjaśnienia postacie wilków się rozmyły.
-Arven.. Moja najukochańsza Arven. Obudź się- wyszeptałem i ona mnie posłuchała. Otworzyła te swoje piękne fiołkowe oczy i popatrzyła na mnie.
-Natt. Szczeniaki. - wychrypiała.
-Są. Nic im nie jest.- Przesunąłem się pokazując jej dwie wilczyce leżące obok niej i piszczące cichutko. Uśmiechnęła się blado.
-Niebieska Riaan i czarna Mirtis. - wyszeptała.
-Riaan, Mirtis powtórzyłem. Ładnie. - uśmiechnęła się w odpowiedzi nawet nie spoglądając na mnie.
Patrzyła jak wilczyce ssą mleko. Westchnęła cicho.
- Jestem taka zmęczona. - wyszeptała. Dziękować bogom mimo, że nie byłem szybki to siły mi nie brakowało. Złapałem dwie małe wilczyce do pyska. A moją Arven otuliłem łapami. I z trudem machają skrzydłami wzbiłem w powietrze...
Arven??? O bogowie.... trochę długaśne? Em... oj.. No dobra nieco się rozpisałam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz