Była wykończona, widziałem to w jej oczach. I dziwiłem się jak udaje jej się mówic a tym bardziej usmiechac. Polowanie nie zajęło mi długo. Dzięki swemu żywiołowi bez problemu odnajdywałem zwierzynę, każde żywe stworzenie zostawiało za sobą cieniutką linijkę życia i po niej zawsze podążałem.
Wróciłem do jaskini i zastałem Arven opiekującą się moimi córkami. Na ich widok serce zaczeło mi topniec. Położyłem sarnę i zabraliśmy się za jedzenie. I w tedy ta króliczka co znalazła ją Arven zaczęła wnosic wilczyce do swojej norkoklatki.
Arven wybuchła śmiechem. Ja również się uśmiechnąłem.
-Maja lubisz je? - spytała z pobłażaniem moje słońce podchodząc do króliczki. Zawstydzona popatrzyła na Arven i widząc jej uśmiech odpowiedziała tym samym i kiwnęła pośpiesznie małą główką.
Arven???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz