Wolnym tempem. Łapa za łapą posuwałem się na przód. Niebo było dziś bezchmurne i nawet jeden mały obłoczek nie zakłócał blasku księżyca. Do pełni było jeszcze daleko, ale mimo to Las Nocy wyglądał niesamowicie, uwielbiałem tu przychodzić. Pobyć chwile sam ze sobą. Stanąłem, rozłożyłem na chwilę skrzydła przyjemne było to uczucie choć na chwilę je uwolnić. Obróciłem się kilka razy wokół własnej osi i ułożyłem pod drzewem opatulając skrzydłami. Westchnąłem cicho i zamknąłem oczy. Ciekawe gdzie podziała się moja Arven, od rana jej nie widziałem.
Z rozmyślań wyrwał mnie cichy szmer pazurów, wbijających się w ziemię. Warknąłem cicho poirytowany. I szybko podniosłem na równe nogi.
-Wyjdź kimkolwiek jesteś. - krzyknąłem w noc, odpowiedział mi szelest pobliskich krzewów.
( a więc zaczynamy pisać! :) Niech ktoś dokończy, nie bać się, odpowiadać )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz